Gdy malcowi dzieje się krzywda, łaknie oczywiście pociechy, a rodzice ze swej strony też pragną go utulić. To naturalne i zdrowe odruchy.
Ci rodzice, którym szczególnie zależy na tym, by dzieci wyrosiły na ludzi odważnych i odpornych, obawiają się często, że pocieszenie nauczy je biadolenia. Jednak pewne siebie dziecko nie utraci ducha z tego powodu, że rodzice okażą mu czasem współczucie. Dziecko wylewające potoki łez z powodu drobnych przygód i niewielkiego bólu ma najpewniej jakąś bardziej zawikłaną historię doświadczeń życiowych. Być może zrobiło się niesamodzielne w wyniku przesadzonego skakania wokół niego i nadopiekuńczości otoczenia. Czasami jedno z rodziców, nieświadome swego i bardzo wymagającego i krytycznego stosunku do dziecka, pozwala sobie na czułości głównie wtedy, gdy małemu dzieje się krzywda lub gdy jest chory. Zmiana w postawie rodzicielskiej nie powinna polegać na okazywaniu większej surowości, gdy są z dzieckiem jakieś problemy, a jedynie na manifestowaniu radosnej akceptacji i miłości, gdy wszystko jest w porządku. Inną przyczyną może być okazywanie przez matkę czy ojca przesadnego zaniepokojenia na widok najdrobniejszego skaleczenia – oczywiście ich przerażenie łatwo udziela się dziecku. W wielu rodzinach utarła się tradycja zawstydzania chłopców, gdy okazują lęk czy ból. Ale takie podejście może nauczyć chłopca tłumienia w sobie i nieokazywania wszystkich innych uczuć, także czułości, co przez resztę życia będzie niekorzystnie rzutowało na jego stosunki z rodziną, przyjaciółmi o kolegami w pracy.
Copyright @ 2010 Macierzyństwo